| love-and-the-cityblog - archiwum: TIME HAS COME TODAY! |
| Strona g³ówna |
TIME HAS COME TODAY!Grudzien 2006 / Styczen 2007 6.00 rano wsiadamy z G. w autobus, zwalamy sie na ostatnie wolne siedzenia na gornym decku, mijamy Hide Park, skrecamy zaraz na poczatku Oxford Street, zamykam oczy, spac mi sie chce nieziemsko, na zewnatrz zzzimno, w autobusie cieplutko, wciskam nos w szalik i czuje sie jak w lozeczku mmmm, stoimy w korku na wyskokoci Kensington Street. Przysypiam, mam wrazenie ze pedze po Regent Street o wokolo blyskaja swiateczne ozdoby, ludzie obladowani torbami z prezentami, autobusy trabia, a taksowki zawracaja o 180 stopni na ich jedno skiniecie reka...szarpniecie, otwieram jedno oko - zakrecamy wokolo Buckingham Palace, ziewam jak niedzwiedz, rozgladam sie wokolo czy nie zobacze jakiegos podejrzanego terrorysty. Po atakach sprzed paru lat siedzi mi to caly czas w glowie, ilekroc wsiadam do autobusu czy metra, kto wie czy znowu jakims nie odbije zeby zburzyc poranne londynskie rush hours? Autobus zakrecil ponowinie i zawinal na Victorie, leniwie i w pol snie ssuwalam sie po kreconych schodkach autobusu, wysiadlam i uderzyla we mnie fala zimnego i wilgotnego powietrza zmieszanego z zapachem smazonego bekonu i kawy, KAWY! Niestety nie bylo na to czasu, razem z G. zwinnie manewrowalysmy pomiedzy porannymi tlumami londynczykow, tych wylewajacych sie z podziemi metra, tych wlewajacych sie do niego, tych plynacych jak fala przez przejscia dla pieszych, tych odplywajacych falami wraz z kolejnych autobusem, tych biegnacych z kawami i komorkami i znikacjacych w hali stacji kolejowej. Schody, Tunel, zakret, schody, tunel, schody, ulica, przystanek autobusowy1, tlum1, przystanek autobusowy2, tlum2, ulica, drzwi, dzwonek drrrrrrrrrr Bzzzyt. Otwarte drzwi, schody, drzwi i juz jestesmy w agencji, jak co tydzien w poniedzialek, po najswiezsze zlecenia, najlepiej przed 7 rano, zeby zalapac sie na te w najlepszych miejscach, kto pierwszy ten lepszy:) Szybkim GoodMorning zameldowalysmy sie u Garrego (szef) i ulokowalysmy sie wygodnie w pokoju obok, w oczekiwaniu az Garry wykona pare telefonow, odbierze pare innych i przyniesie nam zlecenie. Zsunelam sie na fotelu, podlozylam pod glowe szalik i zamknelam oczy, kawy moze jeszcze nie wypilam ale za to sie zdrzemne, zanim znowu rusze przez miasto w nieznanym kierunku. Pierwszy raz w agencji, ponad pare tygoni temu, zlecial blyskawicznie. Weszlysmy rano, Garry po chwili mial juz dla nas zlecenia, cieszylysmy sie z G. jak dzieciaki, usadzil nas przy stole obrad wyciagnal papiery na zlecenie, my wlaczylysmy dlugopisy a on mowi: - Mam dla was zlecenie, piatek, sobota, niedziela i poniedzialek, prawdopodobnie wtorek... - wpatrujac sie w swoje dokumenty - ...na Wembley Arena, piatek koncert Georgea Michaela, sobota George, niedziela George, poniedzialek Morrisey, wtorek chyba znowu George... - Gary juz nie dokonczyl bo obie z G. juz piszczalysmy jak psiaki, glodne pod wplywem pachnacej wizji Pedigre Pal:PPPP Pamietam to jak dzisiaj, pierwszy tydzien w Londynie przespalysmy, a od drugiego plynelysmy na fali pracy dla agencji i zajebistych zlecen: obslugi koncertow i gwiazd, krolewskich przyjec i waznych osobistosci pelnych Sir-ow i Lady-sow:)gdzie obowiazkowa byla umiejetnosc silver service (nakladania wszystkiego na talerze jedna reka zaopatrzeona w srebrna lyzka i widelec) a obsluga polegala na serwisie synchronicznym (dluuuuugi stol, 100 osob i ....100 kelnerow:D ktorzy na jedno skiniecie prowadzacego, rowniutko i jednoczesnie klada przed goscmi talerze z jedzeniem:D) kupa zabawy:))) , bogatych firm w szklanych wiezowcach Canary Warf gdzie po zakonczonym cateringu zostawalo tyle kawioru, ze jadlysmy go z G. rano na sniadanie:) Pamietam jak zmeczona jak pies po 8 godzinach przygotowan i obslugi w jednym z bankow, gdzie mialam tylko chwile czasu na banana i kawe, weszlam do kuchni i uslyszalam od menagera 'El, honey, Are you hungry? Help yourself darling' (El, kochanie jestes glodna? Bierz co chcesz slonce) i pokazal reka na cale stoly przezajebistego jedzenia:) Uwielbiam owoce morza i jak zobaczylam czerwonego surowego swiezutkiego lososia, umoczylam go w wasabi i soya sos, wlozylam do buzi i po prostu odpynelo ze mnie zmeczenie:) po chwili szef opowiada mi ze to najleszy i najdrozszy surowy losos i ze ten malutki kawaleczek to ok 10 funtow (!?!?!)hehe, na co ja spojrzalam na tace pelna tego cuda, wzielam jeden, wlozylam do buzi, przelknelam i mowie "10", wzielam drugi i przelknelam "20" heheh i tak chyba policzylam do 200 co najmniej:DDDDD mmmmmmmmmmten smak nadal czuje w moich ustach:PPPPPPPPP Sylwka przepracowalysmy na koncercie Kylie Minogue, nalewalysmy piwo i serwowalysmy hamburgery, a o polnocy po pracy skakalysmy pare metrow od Kylie i z cala hala w nieboglosy spiewalysmy 'Ceeeeeelebraiting it Tonight!!!!!!!!!!!!!!' Totalny kosmos:)))) Ale byly tez ciezkie momenty, ktore wyplywaly na fali zmeczenia i flustracji. Po tym ja wyprowadzilysmy sie ze schroniska na nasz 'super apartament' z 'super landlordami'(wlascicielami domu) Teoretycznie wstawalysmy o 5 rano zeby dojechac na zlecenie albo zjawic sie na czas w agencji i wracalysmy dobrze po polnocy, po to zeby rano znowu wstac, jezeli chcialysmy dalej zarabiac pieniadze. Niestety pieniadze w Londynie rozplywaja sie jak woda i wlasciwie jak woda sa przezroczyste. Pojawiaja sie i nie ma ich juz zanim w ogole znikna...:O Co tydzien 'mieszkanie, transport, jedzenie' i znowu 'mieszkanie, transport, jedzenie', podczas gdy jedzenie jeszcze jest w miare tanie to londynski transport prawie rownal sie wydatkowi na tygodniowy czynsz;/ Kiedy o przyjemnosciach rzadko sie mowilo, o oszczednosciach w ogole nie bylo mowy. Po dwoch miesiacach poczulam, ze stoje w miejscu...Londyn znalam juz z czasu kiedy mieszkalam tu pare lat temu, miejsca nie byly juz takie nowe i fascynujace, kluby te same choc troche inne, imprezy wprawdzie zajebiste i ludzie niesamowici ale TO JUZ NIE BYLO TO! Po dwoch miesiacach, zlecenia w agencji zaczely sie powtarzac, 'super miejsca' nie robily juz na mnie wrazenia, kawior mi zbrzydl, brakowalo mi snu i z 12 parami butow, minimalnym stanem oszczednosci na koncie zdalam sobie sprawe, ze w ten sposob do niczego nie dojde, ze Londyn to tylko moje 'tu i teraz' i CZAS NA ZMIANE. Time has come today. Czare przelaly spiecia z G., mieszkanie razem bylo cool, ale na dluzsza mete kazda z nas miala mieszkac osobno, tymczasem dzielilysmy lokum i nic w tym temacie sie nie zmienialo, bo przeciez kasy za duzo nie ma i na zmiane lokum nie warto sie wpisywac, poza tym bylysmy tak zajete, ze nie bylo czasu kiedy sie tym zajac. Dni plynely, flustracje i drobne starcia odkladaly sie jak kurz na gornej polce... W koncu jedna klotnia spowodowala jeden telefon, telefon do Agi, w ramach wyzalenia sie i w depresji wywolala u mnie odruchowe pytanie "Czy jest jakas wolna pozycja u niej w Hotelu w naszej starej kochanej Krainie Wladcy Pierscieni?" (miejsce w ktorym pracowalam prawie dwa lata temu, Aga z Nikiem nadal tam pracuja). Aga oddzwonila na drugi dzien, wlasnie kiedy nawalona z G. zaciagalam sie dymem z 'substacja zakazana';) (po paru latach kiedy to tez w londynie spalilam sie raz i przepilam i przyrzeklam sobie ze NIGDYWIECEJ!:PPPPP) eh, stare pokusy;) Agu powiedzila, ze w Hotelu nie ma tej pozycji co kiedys pracowalam (bar, restauracja) ale ..., ze tu mam usiasc zanim mi to powie.. (no wiec siadlam, zawiana, na krawezniku przed rozimprezowanym domem, z ktorego wyszlam zeby troche wytrzezwiec i uslyszec co aga do mnie mowi), odchrzaknela i mowi ze powiedziala w Hotelu o mnie i oni na to ze jest pozycja... w RECEPCJI i oni sa mna zainteresowani!....... WYTRZEZWIALAM! stalam na rownych nogach i pytalam KIEDY-JAK-iZAILE Aga ze natychmiast, mailem CV i ze za wiecej niz wtedy. Po chwili poczulam, ze wychodze z kaluzy i wchodze do wlasciwej rzeki. Tydzien po tym wyjechalam z Londynu, bez zalu, poza tym, ze zostawialam G., ktora i tak chciala tam zostac za wszelka cene, i ktora miala do mnie zal jakis.... ze tak nagle, ze bez niej postawilam kolejny krok na przod w moim zyciu... rzekomo nie zwazajac na nia, ze niby ja na lodzie zostawiam, o czym bym w zyciu nie pomyslala, biorac pod uwage, ze upewnilam sie ze G. moze mieszkac bez jakichkolwiek oplat w naszym lokum przez kolejne dwa tygonie dopoki nie znajdzie sobie czegos mniejszego tylko dla siebie i ze ma prace (agencja wysylala ja ciagle w to samo miejsce co oznaczalo, ze sie w tym miejscu przyjela i ze z duzym prawdopodobienstwem, beda ja tam chcieli na stale) *** Patrzac na to wszystko dzisiaj, gdybym wtedy na poczatku roku nie podjela tej decyzji, G. nigdy by sie nie przeprowadzila i nie poznala swojego Faceta:) hehe tak tak ma swojego ukofanego mena Argo:))) no A JA? no Ja, JA NIE POZNALABY SWOJEGO FACETA rownie UKOFANEGO:PPPP hehehe tak tak EL ZNALAZLA SOBIE SWOJA POLOWKE:) A RACZEJ TA POLOWKA JA ZNALAZLA I WYGLADA NA TO ZE TO CHYBA TA POLOWKA;PPP W moim starym Hotelu, w Krainie Wladcy Pierscieni;) czekal na mnie moj Peter:) z ktorym to mam teraz romantycznie przeboje i erotyczne uniesienia, z ktorym plyne sobie na fali stanu zakochania i z ktorym jest mi tak ja byc powinno. Praca jest super, wyzwanie nieziemskie, chociaz wydaje sie ze to Tylko RECEPCJA, ale ludzie za cholere nie maja pojecia, jakich umiejetnosci, magii i zaglerki potrzeba w tej robocie, biarac pod uwage ze Hotel jest tak duzy i popularny a goscie nietuzinkowi, jak tylko mi palce ochlona musze koniecznie opisac jakie tu sie dzieja Jaja-jak-Berety:DDD Tymczasem, moj Peter wlasnie wrocil, po szyi i twarzy mnie wymizial, wycalowal i polecial pod prysznic. Jutro razem mamy off-a i jedziemy gdzies nasza Kraine pozwiedzac. wiec GoodNight. do Petera tematu jeszcze wrocimy;P a jest do CZEGO wracac:P love-and-the-city 2007-05-30 00:42:21 skomentuj (1) |