Strona g³ówna

Epilog czy Prolog?...czyli jeszcze blog nie zginal poki ja zyje


Czasami odnosze wrazenie, ze ten blog jest jak moj zapasowy embrion:) Utrzymuje go przy zyciu juz od siedmiu lat i robie to wrecz mechanicznie, czasami panicznie rzucam sie do kompa kiedy tylko przypomni mi sie ze gdzies tam w sieci wisi sobie esensja z dobrych pieciu lat mojego zycia i zeby nie bylo - esensja gorzko-slodka - czyli ta najlepsza, ktora chce tam zatrzymac.

Rok temu zrobilam kopie, kiedy zdalam sobie sprawe, ze w kazdej chwili moze to wszystko przepasc w cybernetycznej nicosci. Jak juz to zapisalam na dysku to oczywiscie zaczelam czytac, haha! to bylo zycie!:) takie co sie ostro toczylo:) Wyslalam pare kawalkow do Agi, zeby jej przypomniec pare odjazdowych momentow, po tym nam sie zebralo na wspomnienia i rechotalysmy sie do poznej nocy...podliczajac facetow!;PPP biorac pod uwage, ze to co jest na blogu to jedynie jakas polowa calosci, sama sie sobie dziwie jak ja to wszystko ogarnialam i z siebie tam wylewalam. Mlodosc czyni cuda;) Teraz ledwo mam czas na maile, co dopiero na bloga, a kosmos mi swiadkiem, ze sto razy na miesiac chce usiasc i pisac! Tymczasem albo pracuje albo spie albo imprezuje albo... lecze kaca, po ktorym nie mam sil na jakiekolwiek pisanie! zalosna ja!:/ Teoretycznie nic sie nie zmienilo - nadal taka sama szalona choc lekko stonowana;P lecz wciaz nieustatkowana (jakby to moja szanowna rodzinka ujela) haha:)))

A w zyciu moim wciaz sie dzieje, oj dzieje:) ale ostatni rok byl dla mnie chyba najtrudniejszy "full of pulapkas and zasadzkas":D plus hustawka emocjonalna, do tego stopnia, ze nie potrafilam niczego w slowa ubrac, nie mowiac juz o przelewaniu na bloga... Myslam, ze jak ten czas sie skonczy to sie do tego zdystansuje, nadam temu ksztalt i w koncu to z siebie wyrzuce, ale zaczelo mi gdzies uciekac chyba po tym jak moj laptop skampal sie w sniegu (!?) i stracilam zapiski z facebookowych czatow z Mattem, maili z Jamesem i w miedzyczasie Naumyslnie skasowanych esow od Miska...az musialam uciekac do Maroko!

Zeszly rok sam sie wymazal, mozna to tak ujac. Tymczasem nadal czuje, ze chce niektore z tych chwil utrzymac w cybernetycznej pamieci zanim mi je starczy altzhimer zabierze:) Mam nadzieje, ze z czasem, blizszym niz dalszym rozwine poprzedni prolog i po powyzszych wyjasnieniach (...typu winny sie tlumaczy...) w koncu odkopie ten rok caly i wyrzuce z siebie te wzloty i upadki prosto na bloga.
Oby!

XOXO  


love-and-the-city 2009-11-18 01:32:04
skomentuj (1)