Strona g³ówna

Begin the Begin



Grudzien 2006

Budzik zadzwonil w komorce, bezdzwiecznie bzyczal coraz intensywniej, odpielam spiwor i siegnalam reka gdzies miedzy ramieniem a poduszka, nadusilam "stop". W pokoju panowal mrok, zaklocany co chwila przez swietlne refleksy od ulicy, przebijajace sie przez cienkie zaslony. Samochody przejezdzaly, warczaly, hamowaly, a stare, ledwo domkniete okna nie powstrzymywaly odglosow ulicy. Rozpielam spiwor do konca i wygrzebalam sie z niego, siegnelam w nogi lozka i zlapalam kostke przygotowanych wczesniej wieczorem rzeczy, w ciemnosciach, na wpol lezaco-siedzaco zaczelam sciagac pizame i nakladac kolejne warstwy ubrania. Kiedy w koncu udalo mi sie po niecnych akrobacjach naciagnac spodnie, odwrocilam sie na lozku i po cichu zsunelam sie po drabince pietrowego lozka.
G. spala na dole i budzila sie 15 minut po mnie, zebym ja mogla sie pogrzebac w lazience. Rozejrzalam sie po ciemnym pokoju, podeszlam do lozka i wygrzebalam ze spiwora kluczyk do szafki, jak najciszej otworzylam zamek i wyjelam kosmetyki, zamknelam ja rownie bezszelestnie i na chwile zamarlam wsluchujac sie w pozorna cisze pokoju - wraz z odgosami ulicy w pokoju rozbrzmiewalo 11 obcych oddechow przerywanych jednym pochrapywaniem i kilkoma posapywaniami. Odetchnelam z ulga - udalo mi sie dorwac do lazienki zanim ruszy do niej cale to towarzystwo.
Schronisko na Bayswater jeszcze spalo, ale Londyn juz dawno obudzil sie ze snu, a ja razem z nim. Za pol godziny musimy z G. znalezc sie na przystanku, a za kolejne pol w agencji, do pracy. Big Ben odliczal czas.
:)
love-and-the-city 2007-04-13 02:27:27
skomentuj (1)