love-and-the-city blog


Jednym zdaniem JA:
*
Mam w sobie
milczenie morza,
zgiełk ziemi
i muzykę powietrza:)
*
i szaleństwo!
KOLOROWE szaleństwo:))



****Księga gości****


2009
listopad
kwiecień
2008
kwiecień
2007
maj
kwiecień
2006
listopad
październik
lipiec
czerwiec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
czerwiec
maj
styczeń
2004
listopad
sierpień
maj
2003
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
kwiecień
marzec
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień


~~~NIHONGO~~~

~~~Bezsenność w Tokio~~~
Forum


~~~Marcin Bruczkowski~~~
autor Bezsenności w Tokio

Epilog czy Prolog?...czyli jeszcze blog nie zginal poki ja zyje

Czasami odnosze wrazenie, ze ten blog jest jak moj zapasowy embrion:) Utrzymuje go przy zyciu juz od siedmiu lat i robie to wrecz mechanicznie, czasami panicznie rzucam sie do kompa kiedy tylko przypomni mi sie ze gdzies tam w sieci wisi sobie esensja z dobrych pieciu lat mojego zycia i zeby nie bylo - esensja gorzko-slodka - czyli ta najlepsza, ktora chce tam zatrzymac.

Rok temu zrobilam kopie, kiedy zdalam sobie sprawe, ze w kazdej chwili moze to wszystko przepasc w cybernetycznej nicosci. Jak juz to zapisalam na dysku to oczywiscie zaczelam czytac, haha! to bylo zycie!:) takie co sie ostro toczylo:) Wyslalam pare kawalkow do Agi, zeby jej przypomniec pare odjazdowych momentow, po tym nam sie zebralo na wspomnienia i rechotalysmy sie do poznej nocy...podliczajac facetow!;PPP biorac pod uwage, ze to co jest na blogu to jedynie jakas polowa calosci, sama sie sobie dziwie jak ja to wszystko ogarnialam i z siebie tam wylewalam. Mlodosc czyni cuda;) Teraz ledwo mam czas na maile, co dopiero na bloga, a kosmos mi swiadkiem, ze sto razy na miesiac chce usiasc i pisac! Tymczasem albo pracuje albo spie albo imprezuje albo... lecze kaca, po ktorym nie mam sil na jakiekolwiek pisanie! zalosna ja!:/ Teoretycznie nic sie nie zmienilo - nadal taka sama szalona choc lekko stonowana;P lecz wciaz nieustatkowana (jakby to moja szanowna rodzinka ujela) haha:)))

A w zyciu moim wciaz sie dzieje, oj dzieje:) ale ostatni rok byl dla mnie chyba najtrudniejszy "full of pulapkas and zasadzkas":D plus hustawka emocjonalna, do tego stopnia, ze nie potrafilam niczego w slowa ubrac, nie mowiac juz o przelewaniu na bloga... Myslam, ze jak ten czas sie skonczy to sie do tego zdystansuje, nadam temu ksztalt i w koncu to z siebie wyrzuce, ale zaczelo mi gdzies uciekac chyba po tym jak moj laptop skampal sie w sniegu (!?) i stracilam zapiski z facebookowych czatow z Mattem, maili z Jamesem i w miedzyczasie Naumyslnie skasowanych esow od Miska...az musialam uciekac do Maroko!

Zeszly rok sam sie wymazal, mozna to tak ujac. Tymczasem nadal czuje, ze chce niektore z tych chwil utrzymac w cybernetycznej pamieci zanim mi je starczy altzhimer zabierze:) Mam nadzieje, ze z czasem, blizszym niz dalszym rozwine poprzedni prolog i po powyzszych wyjasnieniach (...typu winny sie tlumaczy...) w koncu odkopie ten rok caly i wyrzuce z siebie te wzloty i upadki prosto na bloga.
Oby!

XOXO  


love-and-the-city 2009-11-18 01:32:04
skomentuj (1)
Let It Be...

Sweet Begining

Pamietam jak powiedzial, ze Ta Wlasciwa Kobiete on pozna po gracji z jaka sie porusza...
Odkad pamietam zawsze mi to powtarzal. Ja sluchalam, ale ignorowalam, bo mialam Miska i zadne obce, meskie i slodkie slowka do mnie nie trafialy...do czasu.
Odkad pamietam, znalam go od zawsze, od momentu kiedy przyjechal razem z przyjacielem i razem zladowali w recepcji, on totalnie zagubiony, z chlopieca buzia,  jeszcze za mlody by ocenic jak bardzo przystojny. Pamietam jego zmeczenie na twarzy jak praca zagonila go w kat i kiedy musial zasuwac jak jeszcze nigdy w zyciu, z dnia na dzien bardziej pewny siebie, ale od samego poczatku zawsze usmiechniety i ze slodkim slowkiem do kazdej z dziewczat.
Z tym poczuciem humoru, pelna otwartoscia na zycie, razem z jemu podobnym kumplem, szybko wkrecil sie w jedna z naszych imprezowych paczek i szalal gdzie sie dalo:) Od czasu do czasu krazyly po hotelu tego imprezowania efekty, plotki z co najciekawszych wyczynow chlopakow z Poludniowej Afryki...
.
love-and-the-city 2009-04-04 11:19:02
skomentuj (1)
Hotel w Basniowej Krainie czyli plotki z notatnika recepcjonistki


Pani Smith zadzwonila tlumaczac mi ze jej mama Pani Fish ma zarezerwowane dwa pokoje jeden dla siebie i drugi Pani Smith z mezem, spytala czy jest mozliwe by podpisac ktory pokoj jest mamy, a ktory ich, no wiec sprawdzam rezerwacje i widze dwa pokoje jeden z widokiem na jezioro (2 osoby i 2 pieski), drugi z widokiem na...tyl hotelu (2 osoby i 1 piesek), wiec pytam ja ktory pokoj ma byc na jej nazwisko, na co ona ze z widokiem na jezioro (..nooo takk).

Nic nie mowiac przegladam rezerwacje i pytam ja kto zrobil rezerwacje, na co ona ze jej mama Pani Fish. Pomyslalam 'Tu ciee mam corko marnotrawna!' i pytam kto bedzie w pokoju z dwoma pieskami, na co ona ze jej mama przyjezdza z dwoma pupilami.. W myslach juz ubilam Pania Smith za jej wredne manipulacje i probe 'wykopania' wlasnej matki z pokoju z widokiem i mowie ze stoickim spokojem, ze rezerwacja zostala zrobiona przez Pania Fish i niestety nie moge zmienic nazwiska na pokojach. (...dziekuje bardzo wyp......) Pani Smith zmartwila sie lekko ale powiedziala, ze nie szkodzi, ze ona tak tylko chciala zapytac.......


Czego to ludzie nie zrobia, nawet wlasnej matce, ktora na dodatek placi caly rachunek.

Witam w Hotelu w Basniowej Krainie:)


love-and-the-city 2008-04-21 22:14:51
skomentuj (2)
TIME HAS COME TODAY!

Grudzien 2006 / Styczen 2007

6.00 rano wsiadamy z G. w autobus, zwalamy sie na ostatnie wolne siedzenia na gornym decku, mijamy Hide Park, skrecamy zaraz na poczatku Oxford Street, zamykam oczy, spac mi sie chce nieziemsko, na zewnatrz zzzimno, w autobusie cieplutko, wciskam nos w szalik i czuje sie jak w lozeczku mmmm, stoimy w korku na wyskokoci Kensington Street. Przysypiam, mam wrazenie ze pedze po Regent Street o wokolo blyskaja swiateczne ozdoby, ludzie obladowani torbami z prezentami, autobusy trabia, a taksowki zawracaja o 180 stopni na ich jedno skiniecie reka...szarpniecie, otwieram jedno oko - zakrecamy wokolo Buckingham Palace, ziewam jak niedzwiedz, rozgladam sie wokolo czy nie zobacze jakiegos podejrzanego terrorysty. Po atakach sprzed paru lat siedzi mi to caly czas w glowie, ilekroc wsiadam do autobusu czy metra, kto wie czy znowu jakims nie odbije zeby zburzyc poranne londynskie rush hours? Autobus zakrecil ponowinie i zawinal na Victorie, leniwie i w pol snie ssuwalam sie po kreconych schodkach autobusu, wysiadlam i uderzyla we mnie fala zimnego i wilgotnego powietrza zmieszanego z zapachem smazonego bekonu i kawy, KAWY! Niestety nie bylo na to czasu, razem z G. zwinnie manewrowalysmy pomiedzy porannymi tlumami londynczykow, tych wylewajacych sie z podziemi metra, tych wlewajacych sie do niego, tych plynacych jak fala przez przejscia dla pieszych, tych odplywajacych falami wraz z kolejnych autobusem, tych biegnacych z kawami i komorkami i znikacjacych w hali stacji kolejowej.
Schody, Tunel, zakret, schody, tunel, schody, ulica, przystanek autobusowy1, tlum1, przystanek autobusowy2, tlum2, ulica, drzwi, dzwonek drrrrrrrrrr
Bzzzyt. Otwarte drzwi, schody, drzwi i juz jestesmy w agencji, jak co tydzien w poniedzialek, po najswiezsze zlecenia, najlepiej przed 7 rano, zeby zalapac sie na te w najlepszych miejscach, kto pierwszy ten lepszy:) Szybkim GoodMorning zameldowalysmy sie u Garrego (szef) i ulokowalysmy sie wygodnie w pokoju obok, w oczekiwaniu az Garry wykona pare telefonow, odbierze pare innych i przyniesie nam zlecenie. Zsunelam sie na fotelu, podlozylam pod glowe szalik i zamknelam oczy, kawy moze jeszcze nie wypilam ale za to sie zdrzemne, zanim znowu rusze przez miasto w nieznanym kierunku.

Pierwszy raz w agencji, ponad pare tygoni temu, zlecial blyskawicznie. Weszlysmy rano, Garry po chwili mial juz dla nas zlecenia, cieszylysmy sie z G. jak dzieciaki, usadzil nas przy stole obrad wyciagnal papiery na zlecenie, my wlaczylysmy dlugopisy a on mowi: - Mam dla was zlecenie, piatek, sobota, niedziela i poniedzialek, prawdopodobnie wtorek... - wpatrujac sie w swoje dokumenty - ...na Wembley Arena, piatek koncert Georgea Michaela, sobota George, niedziela George, poniedzialek Morrisey, wtorek chyba znowu George... - Gary juz nie dokonczyl bo obie z G. juz piszczalysmy jak psiaki, glodne pod wplywem pachnacej wizji Pedigre Pal:PPPP
Pamietam to jak dzisiaj, pierwszy tydzien w Londynie przespalysmy, a od drugiego plynelysmy na fali pracy dla agencji i zajebistych zlecen: obslugi koncertow i gwiazd, krolewskich przyjec i waznych osobistosci pelnych Sir-ow i Lady-sow:)gdzie obowiazkowa byla umiejetnosc silver service (nakladania wszystkiego na talerze jedna reka zaopatrzeona w srebrna lyzka i widelec) a obsluga polegala na serwisie synchronicznym (dluuuuugi stol, 100 osob i ....100 kelnerow:D ktorzy na jedno skiniecie prowadzacego, rowniutko i jednoczesnie klada przed goscmi talerze z jedzeniem:D) kupa zabawy:))) , bogatych firm w szklanych wiezowcach Canary Warf gdzie po zakonczonym cateringu zostawalo tyle kawioru, ze jadlysmy go z G. rano na sniadanie:) Pamietam jak zmeczona jak pies po 8 godzinach przygotowan i obslugi w jednym z bankow, gdzie mialam tylko chwile czasu na banana i kawe, weszlam do kuchni i uslyszalam od menagera 'El, honey, Are you hungry? Help yourself darling' (El, kochanie jestes glodna? Bierz co chcesz slonce) i pokazal reka na cale stoly przezajebistego jedzenia:) Uwielbiam owoce morza i jak zobaczylam czerwonego surowego swiezutkiego lososia, umoczylam go w wasabi i soya sos, wlozylam do buzi i po prostu odpynelo ze mnie zmeczenie:) po chwili szef opowiada mi ze to najleszy i najdrozszy surowy losos i ze ten malutki kawaleczek to ok 10 funtow (!?!?!)hehe, na co ja spojrzalam na tace pelna tego cuda, wzielam jeden, wlozylam do buzi, przelknelam i mowie "10", wzielam drugi i przelknelam "20" heheh i tak chyba policzylam do 200 co najmniej:DDDDD mmmmmmmmmmten smak nadal czuje w moich ustach:PPPPPPPPP
Sylwka przepracowalysmy na koncercie Kylie Minogue, nalewalysmy piwo i serwowalysmy hamburgery, a o polnocy po pracy skakalysmy pare metrow od Kylie i z cala hala w nieboglosy spiewalysmy 'Ceeeeeelebraiting it Tonight!!!!!!!!!!!!!!' Totalny kosmos:))))

Ale byly tez ciezkie momenty, ktore wyplywaly na fali zmeczenia i flustracji. Po tym ja wyprowadzilysmy sie ze schroniska na nasz 'super apartament' z 'super landlordami'(wlascicielami domu) Teoretycznie wstawalysmy o 5 rano zeby dojechac na zlecenie albo zjawic sie na czas w agencji i wracalysmy dobrze po polnocy, po to zeby rano znowu wstac, jezeli chcialysmy dalej zarabiac pieniadze.
Niestety pieniadze w Londynie rozplywaja sie jak woda i wlasciwie jak woda sa przezroczyste. Pojawiaja sie i nie ma ich juz zanim w ogole znikna...:O
Co tydzien 'mieszkanie, transport, jedzenie' i znowu 'mieszkanie, transport, jedzenie', podczas gdy jedzenie jeszcze jest w miare tanie to londynski transport prawie rownal sie wydatkowi na tygodniowy czynsz;/ Kiedy o przyjemnosciach rzadko sie mowilo, o oszczednosciach w ogole nie bylo mowy. Po dwoch miesiacach poczulam, ze stoje w miejscu...Londyn znalam juz z czasu kiedy mieszkalam tu pare lat temu, miejsca nie byly juz takie nowe i fascynujace, kluby te same choc troche inne, imprezy wprawdzie zajebiste i ludzie niesamowici ale
TO JUZ NIE BYLO TO!

Po dwoch miesiacach, zlecenia w agencji zaczely sie powtarzac, 'super miejsca' nie robily juz na mnie wrazenia, kawior mi zbrzydl, brakowalo mi snu i z 12 parami butow, minimalnym stanem oszczednosci na koncie zdalam sobie sprawe, ze w ten sposob do niczego nie dojde, ze Londyn to tylko moje 'tu i teraz' i
CZAS NA ZMIANE.
Time has come today.

Czare przelaly spiecia z G., mieszkanie razem bylo cool, ale na dluzsza mete kazda z nas miala mieszkac osobno, tymczasem dzielilysmy lokum i nic w tym temacie sie nie zmienialo, bo przeciez kasy za duzo nie ma i na zmiane lokum nie warto sie wpisywac, poza tym bylysmy tak zajete, ze nie bylo czasu kiedy sie tym zajac. Dni plynely, flustracje i drobne starcia odkladaly sie jak kurz na gornej polce...
W koncu jedna klotnia spowodowala jeden telefon, telefon do Agi, w ramach wyzalenia sie i w depresji wywolala u mnie odruchowe pytanie "Czy jest jakas wolna pozycja u niej w Hotelu w naszej starej kochanej Krainie Wladcy Pierscieni?" (miejsce w ktorym pracowalam prawie dwa lata temu, Aga z Nikiem nadal tam pracuja).

Aga oddzwonila na drugi dzien, wlasnie kiedy nawalona z G. zaciagalam sie dymem z 'substacja zakazana';) (po paru latach kiedy to tez w londynie spalilam sie raz i przepilam i przyrzeklam sobie ze NIGDYWIECEJ!:PPPPP) eh, stare pokusy;)
Agu powiedzila, ze w Hotelu nie ma tej pozycji co kiedys pracowalam (bar, restauracja) ale ..., ze tu mam usiasc zanim mi to powie.. (no wiec siadlam, zawiana, na krawezniku przed rozimprezowanym domem, z ktorego wyszlam zeby troche wytrzezwiec i uslyszec co aga do mnie mowi), odchrzaknela i mowi ze powiedziala w Hotelu o mnie i oni na to ze jest pozycja... w RECEPCJI i oni sa mna zainteresowani!.......
WYTRZEZWIALAM!
stalam na rownych nogach i pytalam KIEDY-JAK-iZAILE Aga ze natychmiast, mailem CV i ze za wiecej niz wtedy.
Po chwili poczulam, ze wychodze z kaluzy i wchodze do wlasciwej rzeki.

Tydzien po tym wyjechalam z Londynu, bez zalu, poza tym, ze zostawialam G., ktora i tak chciala tam zostac za wszelka cene, i ktora miala do mnie zal jakis.... ze tak nagle, ze bez niej postawilam kolejny krok na przod w moim zyciu... rzekomo nie zwazajac na nia, ze niby ja na lodzie zostawiam, o czym bym w zyciu nie pomyslala, biorac pod uwage, ze upewnilam sie ze G. moze mieszkac bez jakichkolwiek oplat w naszym lokum przez kolejne dwa tygonie dopoki nie znajdzie sobie czegos mniejszego tylko dla siebie i ze ma prace (agencja wysylala ja ciagle w to samo miejsce co oznaczalo, ze sie w tym miejscu przyjela i ze z duzym prawdopodobienstwem, beda ja tam chcieli na stale)

***

Patrzac na to wszystko dzisiaj, gdybym wtedy na poczatku roku nie podjela tej decyzji, G. nigdy by sie nie przeprowadzila i nie poznala swojego Faceta:) hehe tak tak ma swojego ukofanego mena Argo:)))
no A JA?
no Ja,
JA NIE POZNALABY SWOJEGO FACETA rownie UKOFANEGO:PPPP
hehehe
tak
tak
EL ZNALAZLA SOBIE SWOJA POLOWKE:) A RACZEJ TA POLOWKA JA ZNALAZLA I WYGLADA NA TO ZE TO CHYBA TA POLOWKA;PPP
W moim starym Hotelu, w Krainie Wladcy Pierscieni;) czekal na mnie moj Peter:) z ktorym to mam teraz romantycznie przeboje i erotyczne uniesienia, z ktorym plyne sobie na fali stanu zakochania i z ktorym jest mi tak ja byc powinno.

Praca jest super, wyzwanie nieziemskie, chociaz wydaje sie ze to Tylko RECEPCJA, ale ludzie za cholere nie maja pojecia, jakich umiejetnosci, magii i zaglerki potrzeba w tej robocie, biarac pod uwage ze Hotel jest tak duzy i popularny a goscie nietuzinkowi, jak tylko mi palce ochlona musze koniecznie opisac jakie tu sie dzieja Jaja-jak-Berety:DDD

Tymczasem, moj Peter wlasnie wrocil, po szyi i twarzy mnie wymizial, wycalowal i polecial pod prysznic. Jutro razem mamy off-a i jedziemy gdzies nasza Kraine pozwiedzac.
wiec GoodNight.
do Petera tematu jeszcze wrocimy;P
a jest do CZEGO wracac:P

love-and-the-city 2007-05-30 00:42:21
skomentuj (1)
Begin the Begin

Grudzien 2006

Budzik zadzwonil w komorce, bezdzwiecznie bzyczal coraz intensywniej, odpielam spiwor i siegnalam reka gdzies miedzy ramieniem a poduszka, nadusilam "stop". W pokoju panowal mrok, zaklocany co chwila przez swietlne refleksy od ulicy, przebijajace sie przez cienkie zaslony. Samochody przejezdzaly, warczaly, hamowaly, a stare, ledwo domkniete okna nie powstrzymywaly odglosow ulicy. Rozpielam spiwor do konca i wygrzebalam sie z niego, siegnelam w nogi lozka i zlapalam kostke przygotowanych wczesniej wieczorem rzeczy, w ciemnosciach, na wpol lezaco-siedzaco zaczelam sciagac pizame i nakladac kolejne warstwy ubrania. Kiedy w koncu udalo mi sie po niecnych akrobacjach naciagnac spodnie, odwrocilam sie na lozku i po cichu zsunelam sie po drabince pietrowego lozka.
G. spala na dole i budzila sie 15 minut po mnie, zebym ja mogla sie pogrzebac w lazience. Rozejrzalam sie po ciemnym pokoju, podeszlam do lozka i wygrzebalam ze spiwora kluczyk do szafki, jak najciszej otworzylam zamek i wyjelam kosmetyki, zamknelam ja rownie bezszelestnie i na chwile zamarlam wsluchujac sie w pozorna cisze pokoju - wraz z odgosami ulicy w pokoju rozbrzmiewalo 11 obcych oddechow przerywanych jednym pochrapywaniem i kilkoma posapywaniami. Odetchnelam z ulga - udalo mi sie dorwac do lazienki zanim ruszy do niej cale to towarzystwo.
Schronisko na Bayswater jeszcze spalo, ale Londyn juz dawno obudzil sie ze snu, a ja razem z nim. Za pol godziny musimy z G. znalezc sie na przystanku, a za kolejne pol w agencji, do pracy. Big Ben odliczal czas.
:)
love-and-the-city 2007-04-13 02:27:27
skomentuj (1)
As I know It...

Czy wiesz, że Jubilee line w pewnym miejscu zjeżdża tak bardzo głęboko, że aż trzeba ostro przełykać, żeby wyrównać ciśnienie? Czy wiesz, że stacja Totenham jest jak kolorowa łazienka, jak mozaikowy zamek? Czy wiesz, że na stacji Piccadilly Circus mieszka mała czarna myszka, która kiedyś zapewne była biała i uwielbia gdy pasażerowie Bakerloo line, czekając w wyjątkowo gorącym tunelu, rzucają jej frytki? Czy wiesz, że jadąc na Baker Street w metrze zawsze przygasa światło? Czy wiesz, że w zależności od koloru linii metra pomalowane są uchwyty wewnątrz wagoników? Czy wiesz, że stacja Westminster jest jak akwarium, wysiadając z metra przechodzisz jednocześnie przez drzwi w szklanej ścianie? Czy wiesz, że najtańsze cappucino jest na wynos z Benjis? Czy wiesz, że najlepsze bułki z serem sprzedają w Tesco-Metro na Oxford Street? Czy wiesz, że zachody słońca najlepiej 'smakują' razem z kawą popijaną przy London Aquarium, tuż nad brzegiem Tamizy przy murku, z widokiem na Big Bena?...
...ja wiem:)

Wkrótce dowiem się więcej.
:)
love-and-the-city 2006-11-28 01:24:35
skomentuj (3)

*Mail to Me*
latc@onet.pl

*Mieszkancy City*

  • Aga___my Best Best Friend, w Anglii. Szczęśliwie zakochana w przesympatycznym angliku Nikem!
  • Nike___facet Agi, zakochany w niej po uszy, rodowity Angol;)))
  • Evi___my best friend obecnie tez w Anglii razem ze swoim facetem!
  • Adrian___"ten jedyny" Evi!
  • Mąż___mój męski best friend:), brat Evi
  • G.___my best friend, szalona i bardzo useksualniona!Od paru miesięcy w stałym zwiazku z Argo
  • Malina___my best friend
  • Ka___mąż Maliny
  • Seth___my angel, my best friend
  • Wera___kumpela ze studiów, mężatka, spełniona mama dwójki maluchów:)
  • Mimi&Roger___kochani-zakochani, już po ślubie, świetna para dobrych przyjaciół:))
  • D.___BYŁY...chłopak Agi
  • Arek___BYŁY...chłopak Evi
  • Celine___my friend, a przyjaciółka G.
  • Mc___my friend, dawny adorator G.,niegdyś najlepszy przyjaciel i obiekt zainteresowań Maliny do jeszcze niedawna... facet siostry męża Maliny:)))hehe czyli jedna wielka rodzinka;)))

    *Plejada upadłych Gwiazd*
    czyli
    byli monopoliści na moje serce
    i ...komórkę:)

  • ...plus parę krótkich i szybkich 'barwnych przypadków';P
  • Peter___dwa lata romantycznych przebojow i erotycznych uniesien;P ('07,'08)
  • Elvis___gorączka londyńskich nocy czyli polsko-albańskie pożądaie;PPP
  • Kisiak___facet, dla którego kiedyś moje serce robiło wielkie Hop i głośne Bum!
  • Misiek___Mr.Big(`02)
  • Mr.Big___Mr.Big(`01)
  • mb___miłość jak Kanion Colorado czyli najważniejszy "były" Mr.Big


  • *Poczytuję*
    *Japan-life z Fiferką:)*
    *Camille*
    *Piekna Polska:)*
    *Fajowa-Erowa;)*
    *Sapporo*
    *Camomile*
    *Opierniczony*
    *Fotoman*
    *Okinawa*
    *Marcellus NY*
    *Szwejk*
    *Podziemny prowokator*


    *Moje WWW*
    *b-LOG CENTER*
    NG Photo
    Twit
    FB
    YouTube
    GossipCenter
    Flixter
    STYLE
    FilmWeb
    Kafeteria
    Photoshop
    DogClub
    Trendymania
    Kurnik-Scrabble
    YahooGames#
    Kurs HTMLu

















    Generate Your Own Glitter Graphics @ GlitterYourWay.com - Image hosted by ImageShack.us
    100 najlepszych blogów !!!
    {smscontact}